- Start
   - Newsy
   - Zapowiedzi
   - Recenzje
   - Solucje
   - Galerie
   - Video
   - Linkownia
   - Pliki
   - Ekipa/Kontakt
   - Wyszukaj
   - FORUM
       

UNDERCOVER: OPERATION WINTERSUN


Undercover

Dziękujemy firmie Nicolas Games za udostępnienie gry do recenzji.

Choć od zakończenia II wojny światowej minęło już kilkadziesiąt lat, to o­na ciągle działa na ludzką wyobraźnię. Najwięcej o tym powiedzieć mogą coraz mniej liczni świadkowie, którzy ją przeżyli, ale i ci, którzy urodzili się już po jej zakończeniu nie pozostają wobec niej obojętni. Wielu ludzi jest zafascynowanych tym okresem, są też i tacy, którzy próbują dzięki niej zarobić pieniądze. Wśród tych ostatnich są producenci gier, którzy często i gęsto osadzają akcję swych dzieł w jej latach. Co prawda najczęściej są to różnego rodzaju strzelanki lub strategie, ale nie tylko. Całkiem niedawno trafiła do mnie przygodówka, w której wydarzenia rozgrywają się w 1943 roku w samym centrum wydarzeń – w Berlinie i Stalingradzie. Szybko dałem upust mojej ciekawości i ją zainstalowałem. A potem...

Potem zacząłem grać. Najpierw obejrzałem intro i dowiedziałem się, że wcielę się w postać niejakiego Johna Russela, brytyjskiego fizyka, który przez MI6 został zgłoszony na ochotnika do podjęcia się pewnej misji. Polegać o­na miała na pokrzyżowaniu niemieckich planów, o których wywiad wiedział tyle, że hitlerowcy chcą stworzyć bardzo potężną broń, dzięki której bez trudu pokonają Anglię. Johnowi pomysł „wycieczki” do stolicy III Rzeszy wydał się tak wspaniały, że aż skakał z radości na samą myśl o niej. W efekcie bez zbędnych ceregieli John i Peter Graham – agent, który miał mu towarzyszyć wyruszyli do Berlina. Tam mieli się spotkać ze swym kontaktem i zdobyć wszelkie potrzebne informacje, dzięki którym osiągnięcie wyznaczonego celu będzie możliwe. Tyle, że nigdy nic nie jest tak proste, jak się wydaje, szczególnie podczas wojny. Nic więc dziwnego, że plany obu Brytyjczyków nieraz będą musiały być zweryfikowane z powodu nagłych zwrotów akcji. A tych nie brakuje, więc na nudę narzekać nie można.

Nie można, bo nie ma ku temu racjonalnych przesłanek – oryginalna tematyka (oczywiście jak na przygodówkę), logiczny ciąg zdarzeń, kilka zaskakujących momentów oraz wręcz filmowo zrealizowany etap w Stalingradzie to największe atuty opowiedzianej tu historii. Muszę przyznać, że już sporo czasu minęło odkąd grałem w coś, co mnie równie mocno przykuło do monitora. A gdy uruchomiłem Undercovera po raz pierwszy, to wręcz w niego wsiąkłem i straciłem przy nim poczucie czasu. Szkoda tylko, że tego ostatniego minęło tak niewiele do chwili, w której obejrzałem zakończenie. W końcu gdy coś jest dobre, to chce się aby trwało to jak najdłużej. Tu wszystko nie trwało nawet 10 godzin, ale były to godziny pełne wrażeń i emocji. I dla nich naprawdę warto zapoznać się z tym tytułem.

Undercover

Warto również przyjrzeć się bliżej zagadkom, bez których żadna szanująca się przygodówka obejść się nie może. Gdy to zrobimy zauważymy przede wszystkim, że jest ich naprawdę sporo i że są o­ne zróżnicowane. Wypełniając nasze zadanie będziemy musieli złamać niejeden szyfr, uruchomić niedziałający mechanizm, a także kilka razy wykazać się cierpliwością i refleksem. To ostatnie oznacza, że podczas rozgrywki napotkamy na drodze tzw. „czasówki”, ale nawet najwięksi ich przeciwnicy przyznają, że nie są o­ne wcale takie straszne. A to dlatego, że po pierwsze po nieudanej próbie od razu jesteśmy przenoszeni do momentu, w którym możemy zacząć wszystko od nowa. Po drugie tych prób wcale nie potrzeba aż tak wiele, aby prawidłowo wykonać dane zadanie. Ja na swoim przykładzie powiem tak – dwie „czasówki” są do przejścia w Stalingradzie: najpierw trzeba ugasić pożar, a potem rozbroić bombę. Oba te problemy udało mi się rozwiązać już za drugim podejściem, choć ani strażakiem ani saperem nie jestem (to drugie szczególnie uwidocznił ostatni Broken Sword, w którym rozbrajanie bomby doprowadzało mnie do szału). Jak widać nie taki diabeł straszny, jak go malują. Dużo więcej nerwów kosztowała mnie łamigłówka, w której należało tak dopasować zebrane po drodze koła zębate, aby uruchomić mechanizm otwierający śluzę. Podobno jest kilka metod na rozwiązanie tego problemu, ale mi własnymi siłami nie udało się znaleźć żadnej z nich, choć kilkakrotnie byłem przekonany, że jestem już bardzo blisko. Poza tym trochę się zdziwiłem, gdy się okazało, że po zmieszaniu ze sobą dwóch soli i wody otrzymałem kwas, ale uznałem, że takie „kwiatki” zdarzają się praktycznie w każdej grze. Trochę to przeszkadza, ale nie może zatrzeć bardzo pozytywnego wrażenia, jakie wywarły na mnie zagadki zawarte w Undercoverze.

Nie inaczej było z grafiką, którą gra została okraszona. Szczególne słowa uznania należą się twórcom za wizerunek Stalingradu. Z jednej strony dużo szarości doskonale pasującej do widoku zniszczonego miasta, z drugiej – całość nie sprawiała wrażenia wymarłego miejsca. W efekcie etap ten miał bardzo specyficzny klimat, który potęgowały delikatne wstrząsy na ekranie obrazujące wybuchające tu i ówdzie bomby. Powiem więcej – oglądałem kiedyś film (niestety nie pamiętam jego tytułu), którego akcja toczyła się dokładnie w tym samym miejscu i czasie i opowiadała historię walki między jednym niemieckim snajperem a jego radzieckim odpowiednikiem. W filmie tym (a nie był to produkt klasy B, grał w nim jeden ze znanych hollywoodzkich aktorów) i w opisywanej grze Stalingrad wyglądał bardzo podobnie, a to chyba mówi samo za siebie. I żeby była jasność – grafika przez cały czas trzyma bardzo wysoki poziom, by pod koniec rozgrywki wspiąć się na sam jego szczyt. A z innych rzeczy na uznanie zasługuje dbałość o drobiazgi takie jak mimika twarzy czy wygląd dłoni oraz innych części ciała, które można zobaczyć na zbliżeniach podczas animacji. Te ostatnie również są bardzo dobre – dynamiczne i trzymające w napięciu.

Undercover

Napięcie (nie tylko podczas filmików) pomaga zbudować również świetna muzyczka. To, co dobiega do uszu podczas zabawy to kawał dobrze wykonanej roboty. Każdy motyw idealnie pasuje zarówno do miejsca, jak i wydarzeń widocznych w danym momencie. Równie dobrze wypadają dźwięki – naprawdę nie mam się do czego przyczepić ;-) No, może nie za specjalnie do gustu przypadł mi głos agentki Taylor, ale to raczej wina polskiej aktorki wcielającej się w jej rolę niż twórców programu.

Z poprzedniego zdania można wywnioskować jedną rzecz – tym razem rodzimy wydawca zdecydował się w pełni spolonizować grę. Wyszło to generalnie całkiem poprawnie, ale do ideału troszkę zabrakło. Co prawda oprócz wspomnianego wcześniej głosu Anne nie mam powodów do narzekań, ale jako że Anne jest jedną z ważniejszych postaci i często coś mówi, to było to dla mnie odczuwalne. W pozostałych kwestiach jest sporo lepiej – dobrze przełożony tekst, czytelna czcionka i bardzo porządna instrukcja to elementy działające na korzyść Undercovera.

Jak widać takich elementów jest całkiem dużo – udana fabuła, świetna grafika, ciekawe zagadki i poprawna lokalizacja to cechy, które sprawią, że miłośnicy przygodówek typu point&click powinni się nią zainteresować. Undercover ma co prawda pewne wady, ale można na nie przymknąć nieco oko, bo pomimo nich grę tę polecam każdemu wielbicielowi gatunku.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ grafika
+ Stalingrad
+ ciekawe zagadki
+ muzyka
+ udana polonizacja

WADY:

- źle dobrany głos panny Taylor
- zdecydowanie za krótka
- kilka małych nieścisłości



Ocenę i komentarze graczy można zobaczyć tutaj

Undercover


Dodano:  sobota, 13 października 2007
Recenzent:  Adam
Wynik:
odsłon: 8533

Którego polskiego wydawcę gier uważasz za najlepszego?

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 4031

- The Testament of Sherlock Holm...
- Tajne Akta III
- The Testament of Sherlock Holm...
- Syberia III
- FACE NOIR - IL GATTO DAGLI ...
- Broken Sword 5
- Resonance
- Steam/TheIndieGala/The HumbleB...
- THE BOOK OF UNWRITTEN TALES - ...
- CYPHER: Tekstowa przygówka w s...


© Copyright 2005-2010 Przygodowki.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Przygodówki.pl 2007