- Start
   - Newsy
   - Zapowiedzi
   - Recenzje
   - Solucje
   - Galerie
   - Video
   - Linkownia
   - Pliki
   - Ekipa/Kontakt
   - Wyszukaj
   - FORUM
       

GEMINI RUE

GR

Są rzeczy, których połączenie ze sobą wydaje się niemożliwe, które jednocześnie w danym czasie miejscu razem istnieć nie mogą. Stąd wzięły się określenia takie jak „być jak ogień i woda”, „różnić się jak dzień i noc”, „żyć jak pies z kotem”. Niemożliwe też wydaje się połączenie przeszłości z przyszłością, ale czy aby na pewno? W pewnym stopniu udało się to firmie Wadjet Eye Games, która w grze „Gemini Rue” dokonała tej sztuki. Na czym dokładnie to polega i z jakim efektem, to tego dowiecie się z niniejszego tekstu.

Elementy związane z przyszłością dotyczą fabuły, gdyż akcja toczy się pod koniec XXIII wieku na planecie Barracus, ale nie tylko. Wszystko zaczyna się, gdy były zabójca Azriel Odin przybywa na wspomniane miejsce, gdyż chce zdobyć informacje o swoim bracie. Znajduje się o­n w ściśle tajnym miejscu, będącego połączeniem więzienia i ośrodka szkoleniowego, o istnieniu którego wiedzą tylko nieliczni. Jedną z tych osób może być uciekinier z owego kompleksu, który podobno również jest na planecie Barracus, w mieście Pittsburg. Trzeba więc odnaleźć tę osobę, jednocześnie uważając na miejscową mafię, zwaną Boryokudan, która ściga nas, bo przyłączyliśmy się do ich wrogów. Losy Azriela z czasem splatać się będą coraz bardziej z losami Delty 6 – drugiej grywalnej postaci, która jest „pensjonariuszem” wspomnianego wcześniej ośrodka. Delta 6 ma tylko jeden cel – chce uciec z tego miejsca, trudno jednak to zrobić, gdy się nic nie pamięta, gdy nie wiadomo, kto może pomóc, a kto nie. A wszystko przez to, ze Delta 6 próbował już wcześniej samowolnie opuścić tę lokację, ale za każdym razem go łapano i poddawano go operacji wyczyszczenia pamięci. Szybko jednak zorientujemy się, że naszą sojuszniczką będzie niejaka Epsilon 5. Czy dzięki niej uda się im uciec? Czy Azriel odnajdzie i uratuje swego brata? Tego dowie się każdy, kto ukończy grę. A zapewniam was, że warto, bo rozwiązanie fabuły jest iście zaskakujące, a losy obu głównych postaci okażą się bardzo mocno powiązane ze sobą. Bez wątpienia fabuła to najmocniejszy atut tej produkcji, a opowiedziana tu historia równie dobrze sprawdziłaby się w filmie czy w książce. Jej autor, Joshua Nuernberger, wykonał naprawdę kawał świetnej roboty.

GR

Drugim, równie ważnym elementem w przygodówce, są zagadki. Tutaj spotkamy głównie te przedmiotowe, czyli takie, w których trzeba użyć właściwej rzeczy we właściwym momencie. Nie powinny o­ne nastręczyć nikomu trudności, gdyż są o­ne naprawdę logiczne, a wszystkie elementy ekwipunku wykorzystujemy zgodnie z ich przeznaczeniem. Są też, choć w nieco mniejszej ilości łamigłówki, w których trzeba wykazać się swoim intelektem. Stopień ich trudności nie jest najwyższy, ale i nie najniższy, tak więc ich rozwiązanie daje sporo satysfakcji. Są też elementy zręcznościowe, które tutaj polegają głownie na strzelaniu do naszych wrogów. Jeśli ktoś dostał już alergii czytając poprzednie zdanie, to pragnę go uspokoić – to nie jest klasyczny FPS. Tutaj nie będziemy walczyć z więcej jak dwoma przeciwnikami na raz, poza tym można w menu gry zmienić stopień trudności walki na łatwy, a przed każdą taką sekwencją program robi autozapis, więc nie musimy się martwić, że w razie śmierci przyjdzie nam powtarzać trzy rozdziały, bo sami nie dokonaliśmy zapisu. W efekcie fragmenty strzelankowe można uznać za miłe urozmaicenie, gdyż nie przypominam sobie, abym musiał któryś z nich powtarzać. 

Skoro było o przyszłości, to przyszła pora napisać o przeszłości. Tę widać w oprawie graficznej, która wygląda, jakby została żywcem zaczerpnięta z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Niska rozdzielczość (na poziomie 320 na 200) czy piksele zalewające nam ekran nie są czymś, co w dzisiejszych produkcjach się spotyka. Pomimo tego, nie można powiedzieć, ze „Gemini Rue” wygląda brzydko, gdyż tak ta gra miała wyglądać od początku. Poza tym, te piksele w połączeniu z fabułą tej produkcji przywołują na myśl dzieło Revolution Software „Beneath a Steel Sky”, co nie powinno nikogo dziwić, bo Joshua się na tym tytule wzorował. Efekt jego pracy jest naprawdę dobry, a jedyne, do czego można się przyczepić, to fakt, że podczas rozgrywki na twarzach bohaterów nie widać oczu, ust czy nosa. Uważam to za niewielką wadę, bo w produkcjach, które mają już po około dwadzieścia lat takich jak pierwsze dwie części „Monkey Island” czy „Simon the Sorcerer” oraz wspomniane wcześniej „BaSS” na wizerunkach postaci w/w części ciała był wyraźnie widoczne. Co prawda, jak ktoś lubi patrzeć innym w oczy, może je zobaczyć na zbliżeniach, które pojawiają się podczas dialogów, ale niestety w kilku przypadkach ich nie pokazano. Oprócz tego oprawa graficzna, choć nie wszystkim może się podobać, jest udana, gdyż bierze o­na udział w budowaniu klimatu gry.

GR

Podobnie jest z oprawą audio, którą również należy zaliczyć do zalet tego tytułu. Co prawda, rzadko na nią zwracałem szczególną uwagę, gdyż stanowiła o­na integralną część wydarzeń na ekranie i trudno było ją oderwać od fabuły. Uważam, że to duża zaleta, bo dobra warstwa muzyczna jest jak dobry sędzia sportowy – po zakończeniu rozgrywki nie pamięta się nazwiska „sprawiedliwego”. Tak jest ze mną i z tą grą – ukończyłem ją stosunkowo niedawno i pamiętam naprawdę sporo z historii, mam przed oczami wiele obrazów z „Gemini Rue”, a ze ścieżki dźwiękowej niewiele mi się kołacze w głowie, jedynie kilka pojedynczych odgłosów oraz to, że dubbing postaci stał (ogólnie) na dobrym poziomie.

Jeśli chodzi o sterowanie, to mamy tu klasyczne point and click, a więc większość czynności wykonujemy przy pomocy myszy. Wśród tradycyjnych opcji („idź”, weź” itp.) jest małe urozmaicenie – „kopnij” (dostęp do wszystkich czynności oraz do ekwipunku był możliwy jedynie po kliknięciu na tzw. "hot spot"). Dzięki niemu, gdy nie chcemy sobie pobrudzić rąk, albo gdy trzeba użyć brutalnej siły mamy większy wachlarz możliwości. Poza tym, szczególnie w przypadku elementów strzelankowych, skorzystamy z pomocy klawiatury. Nie trzeba się jednak tego bać, bo na dobrą sprawę wystarczy opanować dwa – trzy klawisze, aby nie mieć problemów z pokonaniem przeciwnika. 

GR

Jeśłi ktoś ma problemy ze znajomością języków obcych, to i dla nich mam dobrą wiadomość – „Gemini Rue” jest dostępna po polsku, w wersji kinowej (czyli „swojskie” napisy, „obce” głosy). Poziom polonizacji jest naprawdę dobry, narzekać można jedynie na instrukcję, która nie jest dołączona do pudełka, a jest... jego częścią (tą wewnętrzną). Trudno jednak uważać to za wadę, skoro polski dystrybutor, firma CD Projekt, chciała wydać tę grę w jak najbardziej przystępnej cenie. I to się udało, bo moim zdaniem niecałe 40 złotych za nowość na naszym rynku, to nie jest wygórowana cena. Tym bardziej, że za nią otrzymujemy produkt, który jest jej wart – kilka godzin dobrej, wciągającej rozrywki ze świetnym klimatem i oprawą audio. A gdy dodamy do tego nostalgiczną podróż w przeszłość (która dla osób mających więcej niż dwadzieścia lat może być dużą zaletą), to otrzymamy produkt wysokiej klasy. Czy na tyle wysokiej, by zostać przygodówką 2011 roku? Nie wiem, to zależy od was, ale wiem, że jeśli nie zagracie w tę produkcję, to możecie później żałować, że oddaliście głos w naszej ankiecie na niewłaściwą grę.

OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ genialna fabuła
+ zagadki
+ oprawa audio
+ polonizacja
+ sterowanie

WADY:

-     brak szczegółów na twarzach bohaterów

GR


Dodano:  sobota, 14 stycznia 2012
Recenzent:  Adam
Wynik:
odsłon: 2721

Którego polskiego wydawcę gier uważasz za najlepszego?

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 4031

- The Testament of Sherlock Holm...
- Tajne Akta III
- The Testament of Sherlock Holm...
- Syberia III
- FACE NOIR - IL GATTO DAGLI ...
- Broken Sword 5
- Resonance
- Steam/TheIndieGala/The HumbleB...
- THE BOOK OF UNWRITTEN TALES - ...
- CYPHER: Tekstowa przygówka w s...


© Copyright 2005-2010 Przygodowki.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Przygodówki.pl 2007