- Start
   - Newsy
   - Zapowiedzi
   - Recenzje
   - Solucje
   - Galerie
   - Video
   - Linkownia
   - Pliki
   - Ekipa/Kontakt
   - Wyszukaj
   - FORUM
       

EXPERIENCE 112

Expierience 112


Z pamiętnika Lei Nichols

Wstęp

Nazywam się Lea Nichols i jestem naukowcem. Byłam jedną z osób pracujących w departamencie o nazwie EDEHN. Miejscem naszej pracy był stary tankowiec przerobiony na laboratorium. Miejsce to wybrano, gdyż nasze doświadczenia były tajne i nie chcieliśmy się rzucać w oczy. Tak było kiedyś, ale teraz wszystko się zmieniło i wygląda jakoś inaczej. Chyba trzeba się trochę rozejrzeć. Obiecuję, że wszelkie spostrzeżenie będę tu notować.

Dzień pierwszy

Nie trzeba było długo się rozglądać, aby stwierdzić, że tankowiec jest opuszczony. Nie spotkałam tu ani jednej osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Nie oznacza to, że nic nie mówię, bo (pewnie dziwnie to zabrzmi) mówię do kamer. Chodzi o kamery z systemu monitoringu, który (o dziwo!) działa bez zarzutów i który obsługuje jakiś człowiek. Nie znam go, nie wiem kim jest i co o­n (a może o­na? tego też nie wiem, ale dla wygody przyjmę założenie, że to mężczyzna) w ogóle robi. Na szczęście udało mi się go nakłonić do współpracy – o­n będzie mi wskazywał drogę, otwierał różne drzwi itp., a ja w zamian udzielę mu wszelkich niezbędnych informacji. Co prawda, wiele z nich sama będę musiała sobie przypomnieć, ale myślę że wraz z rozwojem wydarzeń wrócą do mnie wspomnienia. W końcu oboje chcemy dowiedzieć się, co tu się stało i jak możemy wrócić do domu.

Dzień trzeci

Udało się! Przypomniałam sobie, co my tu robiliśmy. Otóż prowadziliśmy tu m.in. eksperymenty na ludziach (oczywiście byli to ochotnicy). Podawaliśmy im substancję zwaną wodorotlenkiem oksydryny i obserwowaliśmy ich reakcje na ten związek. Początkowo śmiertelność wśród obiektów naszych badań (zwaliśmy ich receptorami) była bardzo duża, ale z czasem doszliśmy do wniosku, że związek ten nie tylko nie musi być trucizną, ale może nawet pomagać. Wystarczy tylko pamiętać, aby podać go w odpowiednim stężeniu i że może o­n być podany jedynie na drodze inhalacji. Stworzyliśmy więc odpowiednią kabinę do tego celu. Pamiętam też, że swego czasu wydarzyło się coś dziwnego – otóż receptor oznaczony numerem 112 pewnego dnia po prostu zniknął. Gdzie, kiedy i co się z nim stało – nie wiem, ale coś każe mi zbadać tę sprawę. Może uda się dowiedzieć, czemu tu tak pusto i równocześnie odnajdę numer 112? Bardzo bym tego chciała.

Dzień czwarty

Jak można było się domyśleć, sprawy nie biegną tak, jakbym sobie tego życzyła. Co prawda, razem osiągamy postępy, ale często musimy się napocić, aby przejść dalej. Wynika to z faktu, że co jakiś czas trzeba a to znaleźć właściwy klucz lub kartę magnetyczną, a to trzeba złamać jakieś hasło (np. chroniące dostępu do systemowego konta jednego z pracowników lub do jego plików chronionych), a to trzeba użyć jakiejś maszynerii. Na szczęście tym zajmuje się głównie mój tajemniczy pomocnik. Oczywiście, staram mu się pomagać w różny sposób – czasem montuję mu różne usprawnienia do obsługi kamer (dzięki nim zyskał o­n możliwość włączenie trybu noktowizji lub termowizji, o zwykłym zoom-ie nie wspominając), czasem podam mu właściwe hasło (oczywiście, jak sobie je przypomnę) lub powiem, gdzie może je znaleźć. Generalnie zadania te wymagają wysiłku umysłowego, choć czasem trzeba też wykazać się odrobiną refleksu i zręczności. Mówię tu choćby o sytuacji, gdy o­n przejął kontrolę nad jednym z robotów strażników i starał się unieszkodliwić inne roboty uważając, by samemu nie zostać unieszkodliwionym. Na szczęście udało mu się to za pierwszym podejściem, więc nie było to jakieś strasznie trudne. A nawet gdyby mu się nie powiodło, to i tak dostałby drugą szansę. Skąd to wiem? No cóż, powiedzmy, że to moja kobieca intuicja.

Expierience 112

Dzień siódmy

Kurcze, ale ze mnie gapa. Minęło już tyle czasu, a nie wspomniałam dotąd ani słowem o tym, co tu widać. A widać, że statek musi być opuszczony od dawna, bo w wielu miejscach już pordzewiał lub zarosły go dziwne rośliny. Może zabrzmi to dziwnie, ale wyglądało to naprawdę ładnie. To jednak było jedynie preludium do tego, co zobaczyłam później, gdy opuściłam tankowiec. Najpierw miałam okazje podziwiać podwodne krajobrazy, które robiły niesamowite wrażenie – te unoszące się pęcherzyki powietrza, te skały i podmorskie tunele były naprawdę niesamowite. Na koniec trafiłam do miejsca, które wydawało się wręcz nierealne. Po prostu ciężko mi uwierzyć, że coś takiego może istnieć, bo świat do którego trafiłam był jakby ze snu – piękny, pełny dziwnych roślin i stworzeń. Z drugiej strony wiedziałam, że to nie sen, bo nawet tu widać były ślady ludzkiej działalności, ot choćby w miejscu zwanym Otchłanią Wiatrów. Takich widoków nie widziałam nigdzie indziej, dlatego na długo zapadną mi o­ne w pamięć.

Dzień dziesiąty

Podczas tej przygody mam okazję nie tylko zobaczyć rzeczy niespotykane nigdzie indziej, ale również mogę wsłuchać się trochę otaczający mnie świat. Dźwięki, jakie dochodzą do mnie są bardzo różnorodne, ale jednocześnie miłe dla ucha. Ich dopełnieniem są różne melodie, które słychać w różnych miejscach. Zastanawiam się, jak to możliwe, wydaje mi się, że mój tajemniczy pomocnik włączył po prostu jakieś urządzenie. Tak czy inaczej bardzo się cieszę, że ja również to słyszę, bo ta muzyczka sprawia, że czas mija szybciej i przyjemniej.

Expierience 112

Dzień piętnasty

Jestem bardzo zadowolona ze współpracy z nieznanym mi operatorem systemu. Myślę, że to zasługa dobrej komunikacji, jaka jest między nami. Co prawda, nie możemy ze sobą rozmawiać, ale teraz to nie problem, gdyż wszystkie potrzebne informacje ma o­n na monitorze komputera. Nie wiem, czy o­n włada tym samym językiem co ja, ale nawet jeśli nie, to wystarczy dobry program do translacji i po sprawie. Myślę, że o­n ma właśnie taki program, bo bardzo szybko reaguje na moje prośby, co nie byłoby możliwe, gdyby nie odpowiednie tłumaczenie. Zaraz, zaraz, tłumaczenie to nie wszystko, przecież nawet jeśli o­n mnie rozumie, to gdyby nie potrafił obsługiwać tego całego „ustrojstwa”, to i tak nic by nie wyszło z naszej współpracy. Z tego wniosek, że sterowanie tymi wszystkimi urządzeniami jest naprawdę proste, wręcz intuicyjne. Dzięki temu można skupić się na właściwym celu zamiast tracić nerwy na mało istotne drobiazgi.

Epilog

Po wielu dniach wszystko się wyjaśniło, spotkałam również receptora 112. Miałam możliwość zostać z nim w tym nowym, intrygującym świecie. Nie zdradzę jednak, czy skorzystałam z niej czy nie, to zostawię w sferze domysłów potencjalnego czytelnika tego pamiętnika. Powiem tylko, że przygoda ta była dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem, bardzo intrygującym i niesamowitym. Co prawda, czasem miałam jej dość, ale wystarczyło kilka głębszych oddechów i znów było pięknie i ciekawie. Czy przeżyję jeszcze raz coś podobnego? Nie wiem, ale bardzo tego chcę. Jeśli i Ty, mój czytelniku będziesz miał okazję przeżyć coś takiego – nie wahaj się, ale podejmij wyzwanie. Obiecuję, że nie pożałujesz.

OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ oryginalność
+ intrygująca fabuła
+ ciekawe zagadki
+ bardzo dobra oprawa audio – wizualna
+ równie udana polonizacja
+ proste sterowanie

WADY:

-     kilka mini zręcznościówek/czasówek
-     mało slotów na zapisy gry



Ocenę i komentarze graczy można zobaczyć tutaj

Expierience 112


Dodano:  poniedziałek, 12 maja 2008
Recenzent:  Adam
Wynik:
odsłon: 9034

Którego polskiego wydawcę gier uważasz za najlepszego?

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 4031

- The Testament of Sherlock Holm...
- Tajne Akta III
- The Testament of Sherlock Holm...
- Syberia III
- FACE NOIR - IL GATTO DAGLI ...
- Broken Sword 5
- Resonance
- Steam/TheIndieGala/The HumbleB...
- THE BOOK OF UNWRITTEN TALES - ...
- CYPHER: Tekstowa przygówka w s...


© Copyright 2005-2010 Przygodowki.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Przygodówki.pl 2007